Chodźcie z nami!

Mamy ludzi do nakarmienia!

Ponad dwa tysiące rodzin z dziećmi codziennie walczy o przetrwanie w obozie, który na zimę powinien zostać pusty. Dając im ciepły posiłek, nie rozwiązujemy wszystkich ich problemów, ale kupujemy czas, w którym będą mogli stawić im czoła.

czytaj więcej

Mamy już:
10 490
Potrzebujemy:
63 500
Grecja

Pomoc dla uchodźców na greckiej wyspie Lesvos

Grecja

W 2015 przez greckie wyspy przeszło 856 tys. osób, a w 2017 i 2018  już tylko niecałe 30 tys. (według UNHCR). Ale już 2019 rok przyniósł wzrost – ponad 60 000 nowoprzybyłych. Dziś łódek przypływających na greckie plaże znów przybywa a praktyka pokazuje, że na Lesbos można utknąć na dobre kilka lat. Nikos i Katerina prowadzą na wyspie małą restaurację, w której każdy uchodźca może poczuć się jak w domu i za darmo zjeść posiłek.

Garść informacji:
  • w obozie Moria na greckiej na wyspie Lesbos jest ponad 7 000 uchodźców
  • blisko połowa z nich to dzieci
  • od początku 2015 roku przez greckie wyspy dotarło do Europy prawie 1 000 000 uchodźców
Tygodniowo zapewniamy ponad

2 000

posiłków dla uchodźców
Prowadzimy dystrybucję

posiłków i materiałów pierwszej pomocy

dla najbardziej potrzebujących, w tym dzieci, kobiet w ciąży i chorych

Dajemy pracę
Karmimy
Uczymy

Od września 2019 roku niesiemy pomoc uchodźcom z Syrii, Afganistanu, Iraku oraz pogrążonych w kryzysie humanitarnym krajów Afryki Subsaharyjskiej, którzy z nieodległej Turcji przypływają na pontonowych łódkach na grecką wyspę Lesvos, uciekając przed wojną i biedą. 80% z nich to kobiety i dzieci. Mieszkają w prowizorycznych namiotach, wystawieni zimą na silne wiatry i ulewy, a latem na upał, praktycznie bez zaplecza sanitarnego i odpowiednich racji żywnościowych.

Na początku września 2020 roku obóz dla uchodźców Moria doszczętnie spłonął. Tysiące ludzi zostało z niczym. Rozproszyli się po wyspie, nocując na poboczach dróg i stacjach benzynowych. Po paru dniach zbudowano dla nich nowy obóz o jeszcze gorszych warunkach niż ten poprzedni. Namioty zostały usytuowane na wybrzeżu, wystawione na silny wiatr i strugi wody spływającej do morza podczas obfitych zimowych deszczów. Obóz miał być tymczasowy, jednak w takim stanie funkcjonuje do dziś. Namioty regularnie stoją całe w wodzie, która wdziera się także do środka, wiatr notorycznie je przewraca. Mieszkańcy nie mają zaplecza sanitarnego, leków, ciepłych ubrań, niezbędnych artykułów higienicznych, pozbawieni są pomocy medycznej i wszelkiego wsparcia ze strony władz obozu.

W tym chaosie Dobra Fabryka próbuje zachować spokój i dostrzec przede wszystkim człowieka. W Home for All, czyli Domu dla Wszystkich, prowadzonym przez Nikosa i Katerinę, gotujemy dla uchodźców i dostarczamy im posiłki do obozu wraz z ubraniami czy artykułami higienicznymi dla niemowląt.

Przed wybuchem pandemii razem z Nikosem i Kateriną codziennie gościliśmy w ich dawnej restauracji 4 grupy uchodźców dziennie. Oferowaliśmy im nie tylko ciepły posiłek, ale przyjazne miejsce i spokojny czas na odetchnięcie od obozowej rzeczywistości. Można było tam pograć w gry, poczytać książkę, popatrzeć na morze, po prostu pobyć. Organizowaliśmy także kursy pracy w kuchni dla młodzieży z obozu, by zapewnić im jakiekolwiek kwalifikacje zawodowe na przyszłość. Jednak po wybuchu pandemii mieszkańcy obozu otrzymali zakaz jego opuszczania, więc na razie szkolenia ani wizyty uchodźców w Home for All nie odbywają się. Zamiast tego chcemy pomagać usamodzielniać się rodzinom, które otrzymały już azyl. Trwa remont mieszkania, do którego będą przenoszone czasowo kolejne rodziny. Nikos i Katarina będą pomagać im szukać pracy i wspierać w stanięciu na nogi.

Według danych UNHCR w 2015 roku przez greckie wyspy przeszło 856 tysięcy osób. Media nazwały całą sytuację „kryzysem uchodźczym”. Po dwóch latach doszło do porozumienia Unii z Turcją. W 2018 roku na łódki wsiadło już tylko niecałe 30 tysięcy ludzi. Jednak 2019 rok przyniósł wzrost – ponad 60 000 nowoprzybyłych. Przełom lutego i marca 2020 r. to kolejny gwałtowny wzrost uchodźczej fali. Turcja, w której jest już 3 000 000 uciekinierów ze wschodu, przestała strzec swych granic, wobec czego uchodźców przybywało w zastraszającym tempie. W tym czasie przypływało nawet 1 000 nowych osób dziennie.

Grecka wyspa stała się dla cudzoziemców pułapką i więzieniem – na przyznanie decyzji o azylu czekają tu miesiącami, a nawet latami. Nie są przenoszeni do innych, lepiej przystosowanych obozów, bo jeśli znaleźliby się w Grecji kontynentalnej, w razie odmowy udzielenia azylu cofnięcie ich do Turcji, skąd przybyli, byłoby już niemożliwe.

Nikos i Katerina to jedyni Grecy, którzy na wyspie świadczą pomoc humanitarną uchodźcom. Poświęcili swoje spokojne życie pełne słońca i greckiego spokoju na rzecz pomocy drugiemu człowiekowi. Jak sami mówią:

– Baliśmy się, że uchodźcy zarażą nas nowymi chorobami i przyniosą do Europy niebezpieczne wirusy, ale choroby nie przyszły od nich. Baliśmy się, że uchodźcy zorganizują powstania, będą nas atakować, ale atak nie przyszedł od nich. Baliśmy się wojny na ulicach miast i okrucieństwa uchodźców, ale przemoc nie przyszła od nich. Nie bójmy się ich bardziej niż samych siebie, bo wszystko, o co ich posądzaliśmy, właśnie przyszło ze świata, do którego tak bardzo nie chcieliśmy ich dopuścić.