Mieszkańcy obozu potrzebują pomocy

Karmimy uchodźców na Lesvos!

Mieszkańcy obozu Moria 2.0. na co dzień borykają się z ogromnymi problemami, ale nie sposób ich rozwiązać, jeśli najpierw nie zaspokoją głodu. Każdy wykupiony przez Was posiłek zwiększy nasze możliwości. Nasze marzeniem to móc dostarczać posiłki codziennie do wszystkich.

czytaj więcej

Mamy już:
37 462
Potrzebujemy:
38 000

Podarujcie choć jeden ciepły posiłek dla Marzeh i kilkuset innych osób

Grecja

W 2015 przez greckie wyspy przeszło 856 tys. osób, a w 2017 i 2018  już tylko niecałe 30 tys. (według UNHCR). Ale już 2019 rok przyniósł wzrost – ponad 60 000 nowoprzybyłych. Dziś łódek przypływających na greckie plaże znów przybywa a praktyka pokazuje, że na Lesbos można utknąć na dobre kilka lat. Nikos i Katerina prowadzą na wyspie małą restaurację, w której każdy uchodźca może poczuć się jak w domu i za darmo zjeść posiłek.

Garść informacji:
  • w obozie Moria na greckiej na wyspie Lesbos jest ponad 7 000 uchodźców
  • blisko połowa z nich to dzieci
  • od początku 2015 roku przez greckie wyspy dotarło do Europy prawie 1 000 000 uchodźców
Dziennie zapewniamy ponad

800

posiłków dla uchodźców
Prowadzimy dystrybucję

posiłków i materiałów pierwszej pomocy

dla najbardziej potrzebujących, w tym dzieci, kobiet w ciąży i chorych

29.09.2021

Zdarza się, że wszystko, co możemy zrobić, to płakać razem z tymi ludźmi. Zdarza się, że najbardziej potrzebują właśnie tego, by w końcu ktoś chciał ich wysłuchać, przytulił i nic nie mówił. Wiadomo przecież, że jutro nie będzie lepiej. Będzie gorzej. Odrzucony wniosek azylowy to dla wielu mieszkańców obozu wyrok. Choroba dziecka w tak trudnych warunkach, to cierpienie całej rodziny spotęgowane dodatkowo bezsilnością, związanymi rękami, które chciałyby zrobić dla dziecka wszystko, a nie mogą zrobić nic.

Marzeh pochodzi z Afganistanu i jest w obozie od dwóch lat. Kilka tygodni zanim wyruszyła w długą podróż, przyszła na świat jej córka. Z maleństwem na rękach pokonała najgorszą drogę w swoim życiu. Musiała uciekać, bo chciała żyć. Miała dla kogo. Wczoraj zastaliśmy Marzeh skuloną za swoim namiotem. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Na wieść o tym, że jej córka dostała tego ranka od lekarzy rozpoznanie przewlekłej choroby, jej organizm po prostu odmówił posłuszeństwa. O nic nie prosiła. Kiedy ją mijaliśmy, chciała być niewidzialna. Po krótkiej rozmowie zgodziła się zbadać. Dostała od doktor Oli leki i zalecenia. Wciągnęliśmy ją na listę posiłków, by trochę odbudować wycieńczony organizm. Dziś wróciliśmy znów, choć wcale się tego nie spodziewała. Nie pamiętała, kiedy ostatnio interesowały kogoś jej problemy. Marzeh czuje się już lepiej. Zaufała nam i zaprosiła do siebie. Przepraszała za to, że wczoraj nie chciało jej się z nami rozmawiać.

Dziś daliśmy Marzeh wszystko, co mogliśmy jej dać i to najważniejsze, czego dawno nie miała – uwagę. Jutro znów ją odwiedzimy. Sprawdzimy też, co możemy zrobić dla jej córki.

W taki sposób razem z Home for All udzielamy tu pomocy. Tylko poświęcając drugiemu człowiekowi czas, wsłuchując się w jego potrzeby, można precyzyjnie na nie odpowiedzieć. Pomóżcie nam robić tą robotę dalej. Wesprzyjcie zbiórkę, która ruszyła dziś na naszej stronie głównej. Podarujcie choć jeden ciepły posiłek dla Marzeh i kilkuset innych osób. Wyciągnięta w ich kierunku ręka, znaczy dla nich bardzo, bardzo dużo.

<-- ActiveCampaign Monitor Code -->