POMOC POTRZEBNA OD ZARAZ!

Przekaż wsparcie dla uchodźców z Birmy

Rohingowie to dziś najbardziej prześladowana mniejszość etniczna na świecie. Nie pomożemy wszystkim, nie przywrócimy im praw i nie nadamy obywatelstwa, ale możemy pomóc w odbudowaniu ich godności, zmniejszeniu głodu i cierpienia. 

czytaj więcej

Mamy już:
2 606 zł
Potrzebujemy:
50 000 zł

Pomoc dla rodziny Claire

45 

+ -
Kategoria: Uczymy
Miejsce: Togo/Rwanda – rodziny

Oto historia Claire i jej rodziny. Trzydziestopięcioletnia matka sześciorga dzieci krótko po tym, jak urodziła najmłodszą córkę, dowiedziała się, że jej życie lada moment legnie w gruzach. I legło. Szybciej, niż się spodziewała. Marzenia o tym, że w końcu odbiją się z mężem od dna i zawalczą o przyszłość dzieci, spopieliły się w tej samej chwili, w której smutną wieść przekazał kobiecie lekarz ze szpitala w Kibagabaga. Wstrętny, zimny i bezlitosny rak piersi. Zaawansowane stadium. Komórki rakowe już dawno wzięły do niewoli sąsiednie organy. Nic nie da się zrobić.

Kilka tygodni po tym, jak bezradność lekarzy ostatecznie została potwierdzona wypisem ze szpitala, Claire trafiła do naszego hospicjum. Już wtedy nie mogła chodzić. Pojawił się paraliż poniżej odcinka lędźwiowego kręgosłupa.

Claire czuje się u nas dobrze i bezpiecznie, jakby ukryła się na chwilę przed bezwzględnym złodziejem, który chce ją dopaść i ograbić z największego skarbu. Potworny ból szczęśliwie udaje się uśmierzyć morfiną. Jest jeszcze jednak gorzki bunt spowodowany bezradnością, którego nie złagodzą żadne leki, bo wynika on przede wszystkim z troski o dzieci.

Przed chorobą młoda Rwandyjka mieszkała z mężem i sześciorgiem dzieci w czymś, co zwykle służy do przechowywania mioteł i innych niepotrzebnych na co dzień gratów. Mały schowek o rozmiarach 1,5 na 3 m, przyklejony jest do domu mieszkalnego. Dom należy do człowieka, który za 10 000 franków (czyli 45 zł) miesięcznie, pozwolił ośmioosobowej rodzinie zająć jego przydomową rupieciarnię. Rzecz jasna, nie ma w niej wody, kuchni ani sypialni. Osiem osób spało obok siebie, szczelnie wypełniając byle jaką glinianą podłogę.

Jednak lokum nie było wcale największym zmartwieniem rodziny. Od 2 miesięcy nikt nie wie, gdzie jest jedyny syn Claire, dziesięcioletni Nshimiyimana Adrien. Głód kazał mu wyjść na ulicę w poszukiwaniu jedzenia. Nie wrócił do tej pory.

Mąż wraz z pięciorgiem dzieci, które wciąż pozostają pod jego opieką, odwiedził żonę tylko raz. Obiecał, że przyjedzie znów, ale za miesiąc. Nie może częściej, bo zarabia miesięcznie zaledwie 20 000 franków (równo 90 zł) i wydaje połowę na to, co na wyrost można nazwać mieszkaniem, zostaje mu 45 zł. Pokonanie motorem drogi do hospicjum, czyli pewnie ok. 20 km, to koszt 18 zł. Niby niewiele, ale w skali ich rodzinnego budżetu odwiedziny żony to wydatek, który w Europie można byłoby porównać do kosztu tygodniowego wypadu all inclusive na pełną atrakcji, gorącą wyspę na Morzu Śródziemnym.

Kiedy przy hospicyjnym łóżku Claire opowiadała z detalami o sytuacji swojej rodziny, nasze Anioły: Ernestina i siostry, od razu wiedziały, co trzeba robić. Wymiana porozumiewawczych spojrzeń zapowiadała to, co miało się wydarzyć dalej. Następnego dnia z samego rana ekipa naszego hospicjum i przedstawiciele Dobrej Fabryki pojechali odwiedzić rodzinę. Po drodze zatrzymaliśmy się na targu Kimironko, kupiliśmy ryż, olej i fasolę, po czym ruszyliśmy dalej.

Na miejscu zastaliśmy to, co możecie zobaczyć na zdjęciach. Poznaliśmy ojca i pięcioro z sześciorga dzieci. Najmłodsze, roczna dziewczynka Uwimana Dorcas, nie dość, że nie ma przy sobie na co dzień mamy, to jeszcze nie dostaje odpowiedniego jedzenia. Organizm zdążył już wysłać znaki ostrzegawcze w postaci opuchlizny towarzyszącej zwykle chorobie głodowej.

Bez wahania dołączamy rodzinę Claire do naszego nowego projektu dla rodzin.

Prócz zakupów spożywczych ojciec dostał od nas instrukcję, jak powinny wyglądać najbliższe tygodnie. W związku z tym, że rodzina od razu dostała od WAS zapas jedzenia na najbliższy czas i jeden problem ma z głowy, na pierwszym miejscu na liście priorytetów znalazły się teraz poszukiwania dziesięcioletniego Adriena. Przeszukamy ulice Kigali – co mamy nadzieję – będzie choć odrobinę łatwiejsze od szukania igły w stogu siana. Chcemy znaleźć chłopaka i przekonać go, że jego miejsce jest w domu, w którym nie ma już głodu, oraz że mama potrzebuje go teraz równie bardzo, jak on jej.

Następną rzeczą będzie zadbanie o najmłodszą Dorcas. Ojciec prócz zapasów jedzenia dostał od nas pieniądze na mleko i transport do Kabugi dla całej rodziny. Mają przyjechać jutro. Jutro będzie też w hospicjum dr Vianney, który pomoże nam w skonstruowaniu planu pomocy medycznej dla dzieciaków.

Jeszcze jedna, dość ważna wiadomość jest taka, że mąż Claire, który teraz z naszą pomocą musi mocno wziąć się w garść, na szczęście nie należy do tych, którzy wierzą w reinkarnację lub siedem żyć i w związku z tym mogą odpuścić jedno z nich, obiecując sobie, że w kolejnym wezmą się do roboty. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna, który sam też musi bardzo dbać o swoje zdrowie, będzie liderem zakrojonych na większą skalę poszukiwań syna i troskliwym ojcem dla wszystkich pozostałych dzieci. Świadczy o tym przede wszystkim jego chęć do pracy i utrzymania rodziny. Prócz nocnego stróżowania nie jest jednak w stanie znaleźć żadnej sezonowej pracy na polu, co ma związek z suchą porą, która w Rwandzie potrwa pewnie jeszcze  do września. Dlatego musimy działać.

Za wszystko, co wydarzyło się zaraz po tym, jak Claire opowiedziała o swojej historii, nasza pacjentka podziękowała uśmiechem, chyba pierwszym od czasu jej pojawienia się w hospicjum.

45 

+ -