Marcel dwa razy oblał maturę. I to będzie historia o sukcesie.
Z okazji Światowego Dnia Młodzieży nie będziemy pisać o wielkich ideach. Zamiast tego opowiemy Wam o młodym chłopaku z wioski Saoudé na północy Togo. Jego historia mówi wszystko o tym, co tak naprawdę oznacza podarować młodemu człowiekowi przyszłość.
Jeszcze kilka lat temu Marcel nie wiedział, dlaczego tak często paraliżuje go ból. Wiejscy felczerzy rozkładali tylko bezradnie ręce. Dopiero dzięki Waszemu wsparciu trafił na diagnostykę do stolicy, do najlepszego w kraju hematologa. Diagnoza: anemia sierpowata. Ciężka, nieuleczalna choroba krwi. Od tamtego momentu objęliśmy go stałą opieką. Leki, regularne kontrole i zbilansowana dieta sprawiły, że ból w końcu ustąpił, a stan zdrowia się ustabilizował.
Droga Marcela do dorosłości okazała się niezwykle wyboista. Dwie nieudane próby maturalne i głębokie kryzysy psychiczne mogły całkowicie przekreślić jego marzenia o pracy ze zwierzętami.
Ale w Dobrej Fabryce nie zostawiamy nikogo w połowie drogi.
Krok po kroku, badanie po badaniu, maszerowaliśmy z nim przez leczenie hematologiczne i wsparcie terapeutyczne. A gdy drzwi do matury się zamknęły, znaleźliśmy inne rozwiązanie. Okazało się, że w Togo istnieje jedyna państwowa szkoła weterynarii i hodowli zwierząt (IFAD), do której nie trzeba matury, bo zdobywa się ją razem ze specjalizacją. O jedno miejsce walczyło ośmiu kandydatów. Marcel się dostał!
Dziś, po 3 latach ciężkiej pracy, praktyk i trudnych egzaminów, Marcel oficjalnie ukończył szkołę IFAD!
Chłopak, którego nie było stać na żadne leki i który za wizytę w naszej aptece Świętego Frydolina płacił – jak wszyscy w Saoudé – miską kukurydzy albo sorgo, jest dziś wykształconym w swoim wymarzonym kierunku młodym mężczyzną. Zdrowym na tyle, na ile pozwala choroba, którą wreszcie trzyma w ryzach. I gotowym, by iść dalej w świat na własnych nogach!
Dobra Fabryka to nie dobroczynne projekty, ale twarze i losy konkretnych ludzi. My nie pomagamy „Togo”. Pomagamy Marcelowi. A właściwie – to Wy mu pomagacie. Każde badanie w Lomé, każda tabletka z apteki, każdy przejechany kilometr do stolicy – to wszystko zadziało się tylko dzięki Wam.
W Dniu Młodzieży życzymy Marcelowi i wszystkim naszym podopiecznym, którzy dopiero wchodzą w dorosłość, żeby choroba i bieda nigdy więcej nie stawały im na drodze do marzeń. A Wam dziękujemy, że sprawiacie, iż takie historie w ogóle są możliwe. Czy chcesz, by było ich więcej? Zajrzyj do naszego dobroczynnego sklepu i wesprzyj działalność apteki w Saoudé!