Pilna pomoc!

Pomóżmy Rohingom - powódź w obozie w Cox’s Bazar

W marcu gigantyczny pożar obozu, teraz wywołana przez coraz bardziej niszczycielskie monsuny powódź, sprawiła, że część obozu znalazła się pod wodą. Prosimy dołączcie do zbiórki i pomóżcie ludziom, którzy po raz kolejny stracili w życiu wszystko! Wody wciąż przybywa!

czytaj więcej

Mamy już:
14 501
Potrzebujemy:
20 000

Dwa miesiące odmieniły życie Lidii i jej synka

Demokratyczna Republika Konga

Drugi co do wielkości kraj w Afryce, kraj pełen paradoksów. Z jednej strony bogaty w zasoby naturalne (m.in. kobalt, miedź, koltan, ropa naftowa, diamenty, złoto), z drugiej jego mieszkańcy należą do najbiedniejszych na świecie. Od dziesięcioleci Kongo pogrążone jest w przedłużających się konfliktach, które doprowadziły do powstania jednego z największych kryzysów humanitarnych na świecie.

Garść informacji:
  • 77% populacji żyje w skrajnym ubóstwie, za mniej niż 1,90 dolara dziennie
  • 16% populacji kraju, tj. ponad 13 milionów ludzi, wymaga natychmiastowej pomocy humanitarnej
  • 13,6 mln ludzi pozbawionych jest dostępu do bezpiecznych źródeł wody i właściwych urządzeń sanitarno-higienicznych
  • liczne ogniska śmiertelnych chorób, w tym odry, malarii, cholery i wirusa eboli
  • ok. 10% wszystkich przypadków śmiertelnych spowodowanych malarią w Afryce Subsaharyjskiej miało miejsce właśnie tutaj
Nasz szpital to

25 000

procedur medycznych rocznie
Rocznie leczymy z malarii ok.

8000

pacjentów
Nasze położne odebrały

1029

porodów w 2020 r.

11.08.2020

Po koniec czerwca opowiadaliśmy Wam tutaj o Lidii, która w traumatycznych okolicznościach straciła rękę. Była wtedy dzieckiem, a wokół szalała wojna. Jej życie stało się synonimem trudności nie do pokonania. Wierzyła, że przez trudną codzienność pomoże jej iść mężczyzna, z którym się związała. Niestety, jak tylko zaszła w ciążę, chłopak zniknął bez śladu.

— Wtedy zaczęła się prawdziwa bieda — wspomina Lidia. — Jakoś próbowałam sobie radzić, ale jak pracować motyką tylko jedną ręką? — mówi. Głód zagościł na dobre w jej domu. Praca z jednoczesną opieką nad synkiem Janvierem, bywała zadaniem ponad jej siły. Mimo tego nigdy się nie poddała. Gdy mały Janvier zachorował na malarię, przyszła z nim do szpitala w Ntamugendze. Chłopak otarł się o śmierć. Hemoglobina spadła do poziomu, w którym ratunkiem mogła być tylko transfuzja krwi. Po kilku dniach leczenia Janvier poczuł się lepiej. Przebadaliśmy też mamę. Oboje trafili do naszego ośrodka dożywiania i są pod naszą opieką.

Te dwa miesiące zmieniły w ich życiu wszystko. Widać to po uśmiechach i pełnych, zdrowych twarzach. Lidia doświadczyła w życiu już wystarczająco dużo tragedii. Teraz tylko od nas zależy, ile doświadczy dobra. Oczywiście nie przestajemy wspierać Lidii i jej synka. Jeden uśmiech to za mało. Zanim pozwolimy im wrócić do domu, musimy mieć pewność, że są bezpieczni i poradzą sobie sami.

Transfuzja krwi to często środek ratujący życie u pacjentów, zwłaszcza dzieci, cierpiących na ciężką postać malarii, która w Północnym Kivu szaleje. Dla rodziców żyjących za jednego dolara dziennie, 15 dolarów za worek krwi to koszt w żadnej mierze nie do udźwignięcia. Wszystkie transfuzje w szpitalu w Ntamugendze opłacacie Wy. Już nie setki, ale tysiące ludzi zawdzięcza Wam życie. Pomóż nam, by w szpitalu nigdy nie zabrakło życiodajnej krwi.