Razem z Wami ratujemy ludzkie życie

Ukraina

24 lutego 2022 r. Rosja rozpoczęła ofensywę militarną na Ukrainę, powodując ofiary wśród cywili i niszcząc infrastrukturę kraju. Ponad jedna czwarta ludności została zmuszona do opuszczenia swoich domów. W pierwszych tygodniach z Ukrainy uciekło ponad 4,3 miliona uchodźców, a drugie tyle jest wewnętrznie przesiedlonych. To najszybciej narastający kryzys uchodźczy od czasów II wojny światowej.

Nie możemy być obojętni na cierpienie naszych sąsiadów – od razu ruszyliśmy na pomoc!

W pierwszych dobach wojny dostarczyliśmy

21 000

bochenków chleba dla mieszkańców Kijowa
Wysłaliśmy ponad

20 ton

żywności na tereny objęte walkami
Mamy pod stałą opieką

55 dzieci

ewakuowanych z domu dziecka w Żytomierzu

15.04.2022

Najpierw odcięli prąd i wodę. Później przyszły ogłuszające wybuchy i ogień palący wszystko na swojej drodze. I strach o jedyne, co panu Leonidowi zostało w Ukrainie – wiernego kota.

Senior w dniu wybuchu wojny był w swoim mieszkaniu, w Buczy – cztery lata wcześniej przeprowadził się tu z Mariupola. Radość z nowego miejsca zamieszkania nie trwała długo, bowiem wkrótce po przeprowadzce żona pana Leonida zmarła. Został sam, a jedynym jego towarzyszem był kot.

Słysząc o początku wojny, pan Leonid nie chciał uciekać. Nawet gdy Rosjanie odcięli gaz, na czworakach przeszukiwał pobliską budowę, aby zebrać choć kilka kawałków drewna, którymi mógłby rozpalić niewielki ogień. Spędził tak kilka dni, dzieląc się z kotem skromnymi gotowanymi ziemniakami w mundurkach. Po kawałeczku, cierpliwie karmił małego towarzysza, oszołomionego hukiem bomb.

Nic więcej nie miał do jedzenia, niczym więcej nie mógł się podzielić. Marzył o kawałeczku chleba.

Wtedy na dom mieszkalny, znajdujący się zaledwie 200 metrów od bloku pana Leonida, spadła bomba. Kolejna uderzyła w położony po drugiej stronie bloku magazyn z paliwem. Gdy nadeszła wiadomość, że niedługo zostanie podjęta próba ewakuacji ludności, pan Leonid nie zastanawiał się ani chwili dłużej. W wyznaczonym dniu dotarł do miejsca zbiórki, gdzie czekał przez pięć godzin. Mieszkańcy byli przerażeni – nie wszyscy odważyli się dotrzeć do miejsca spotkania – dlatego puste autobusy zostały wstrzymane. W ostatniej chwili spotkał życzliwego człowieka, który zaprosił go do swojego samochodu, czekającego na wyjazd z miasteczka.

Kiedy podchodził do nich uzbrojony, rosyjski żołnierz, spodziewali się najgorszego. Ku ich zdziwieniu, Rosjanin dał znak, że mogą wyjechać. To był cud!

Drogę do Kijowa, która normalnie zajmuje pół godziny, pokonywali przez pięć godzin. Infrastruktura drogowa była zbombardowana. Po drodze mijali wiele doszczętnie spalonych samochodów i ciał zabitych ludzi. Ile? Zbyt wiele, by zapamiętać. I równocześnie zbyt wiele, by kiedykolwiek ten widok zapomnieć.

Do dworca w Kijowie dotarli w ostatniej chwili – na dwie minuty przed odjazdem do Lwowa, panu Leonidowi udało się wskoczyć do pociągu razem z kotem.

Ivan, nasz DobroFabrykant po ukraińskiej stronie, wraz z ojcem zaopiekował się panem Leonidem. Znalazł dla niego skromne schronienie, opłaca rachunki za gaz i prąd i regularnie dostarcza żywność. I ten wspaniały chleb, którego pan Leonid po długich tygodniach głodu nie spodziewał się już zobaczyć. Ostatnią paczkę, pełną żywności i środków higienicznych, pan Leonid dostał od Dobrej Fabryki – czyli od Was!

Od pierwszego tygodnia wojny dzielicie się z potrzebującymi chlebem i wsparciem, którego skala codziennie nas wzrusza. Kiedy prosimy Was o darowizny, nie prosimy po prostu o pieniądze „na pomoc”. Prosimy o środki na zakup jeszcze jednego bochenka chleba dla pana Leonida. O opłacenie rachunku za gaz, dzięki któremu pan Leonid nie zmarznie w nocy. W końcu – o możliwość dalszego organizowania transportów żywności, które – dosłownie – ratują życie. I jeśli znajdziecie w swojej kieszeni choć kilka złotych, którymi zechcecie się podzielić – wiedzcie, że trafią wyłącznie w dobre, potrzebujące ręce.

Potrzebna pilna pomoc

Pomoc humanitarna dla Izium

Izium i okoliczne miejscowości mają za sobą 6 miesięcy terroru. W promieniu 100 km nie ma ani jednego czynnego sklepu z żywnością. Mieszkańcy polegają na ostatnich ukrytych zapasach, a jeszcze częściej – na nadziei, że po prostu zdążą doczekać pomocy humanitarnej.

Natychmiast ruszyliśmy z pomocą i jako jedni z pierwszych dotarliśmy na miejsce.

czytaj więcej

Mamy już:
14 486
Potrzebujemy:
38 731