Klęska głodu w Mauretanii. Ruszamy na ratunek dzieciom!

Nie pozwól, by kolejne dziecko umarło z głodu

W centrum dożywiania w Kaédi po raz pierwszy od dawna nie udało uratować się kilkumiesięcznego dziecka. Mała Mariam trafiła pod naszą opiekę zbyt późno. Głodnych dzieci wciąż przybywa! Nakarm z nami głodne dziecko!

czytaj więcej

Mamy już:
10 365
Potrzebujemy:
10 000

Jesteśmy w Libanie, bo nasi przyjaciele bardzo nas potrzebują

Liban

Eskalujący od października 2019 r. kryzys polityczny i gospodarczy, prowadzi Liban na skraj bankructwa. Tragiczną sytuację spotęgował gigantyczny wybuch chemikaliów składowanych w bejruckim porcie w 2020 r. Klasa średnia praktycznie przestała istnieć. Osoby wykształcone uciekają przed hiperinflacją, rosnącym z każdym miesiącem bezrobociem, przerwami w dostawach elektryczności i brakiem paliwa.

Garść informacji:
  • od początku kryzysu, funt libański stracił ponad 90 %. swojej wartości
  • ceny żywności wzrosły o 400 % między styczniem a grudniem 2020 r.
  • PKB spadł o 20,3 % (2020 r.)
  • 78 % populacji Libanu (3 mln osób) żyje w ubóstwie, skrajne ubóstwo dotknęło 36 % Libańczyków (1,38 mln)
  • w całym kraju brakuje podstawowych leków
  • coraz dłuższe przerwy w dostawie prądu (nawet do 20 h dziennie) i paliwa paraliżują codzienne funkcjonowanie Libańczyków
Zapewniamy leki, żywność oraz podstawowe artykuły higieniczne i sanitarne dla

260

przewlekle chorych i ubogich

11.12.2021

W Bejrucie lądujemy w środku nocy. Miasto nazywane kiedyś „Paryżem Bliskiego Wschodu”, dziś wygląda jak opuszczone. Na tle bezchmurnego nocnego nieba trudno wychwycić kontury pogrążonych w ciemnościach wysokich budynków. W całym kraju nie ma prądu średnio przez 22 godziny na dobę.

— Było gorzej niż źle, ale teraz problemów znów przybyło — mówi Chadi, nasz kierowca. Sytuacja w Libanie zmusza nas do wejścia na wyższy poziom w stopniowaniu przysłówków i przymiotników. — Było bardzo źle, ale jak nazwać to, co jest teraz? 20 litrów paliwa kosztowało przed kryzysem 50.000, dziś 350.000 funtów libańskich. Oznacza to, że minimalna pensja wystarcza na jedno tankowanie do pełna — tłumaczy Chadi. Dylematy, przed jakimi stoją pracownicy niższego szczebla, to czy pensja pokryje koszt dojazdu do pracy.

Dr Elias Harouny, z którym od września współpracujemy, dostarczając ubogim i chorym leki i podstawowe produkty spożywcze, stworzył swoją własną skalę potrzebujących. — „Bardzo, bardzo biedni”, „bardzo biedni” i „biedni”. Ci pierwsi to ludzie bez środków do życia, nie stać ich na jedzenie, opał, leki, na nic. Biedni to z kolei tacy, którzy mają pracę i dach nad głową, ale nagle przestali należeć do klasy średniej. 1100% inflacja doprowadziła ich na skraj biedy. Ciężko pracując, nie stać ich na podstawowe zakupy — tłumaczy doktor Elias.

Największy szpital w Jebeil, czyli starożytnym Byblos, Hôpital Notre Dame des Secours nie ma leków, pacjenci onkologiczni w całym kraju nie mają dostępu do kuracji, ceny podstawowych medykamentów tylko w ciągu ostatniego miesiąca podrożały 10 krotnie. Pudełko paracetamolu kosztuje 74 000 funtów libańskich. Dla zarabiającego w amerykańskiej walucie to zaledwie 3 dolary, ale dla pobierających pensje w libańskich funtach to wydatek porównywalny z zakupem luksusowej biżuterii.

Jesteśmy w Libanie, bo nasi przyjaciele bardzo nas potrzebują. W najbliższych dniach weźmiemy udział w dystrybucji świątecznych paczek i opowiemy Wam o naszych nowych pomysłach na wyciągnięcie ręki do mieszkańców kraju pochłoniętego nienotowanym w nowożytnej historii kryzysie ekonomicznym.