Pilna zbiórka dla szpitala w Ntamugendze

Zabezpieczmy szpital przed ebolą

Nasz szpital w Kongu lada chwila będzie musiał się zmierzyć z epidemią eboli. W tym rejonie zachorowało już ponad 1700 osób, z czego ponad 1100 zmarło. Potrzebujemy dużych ilości materiałów sanitarnych na wypadek dotarcia wirusa do szpitala oraz środków na przyjęcie większej liczby pacjentów.

czytaj więcej

Mamy już:
5 570 zł
Potrzebujemy:
10 000 zł
Akcja

Pomoc dla Rohingów

Wesprzyj
Mamy już
8 515 zł
Potrzebujemy
50 000 zł
Akcje wsparło: 85 osób

Bangladesz

Jest jednym z najbardziej zaludnionych i zarazem najbiedniejszych państw świata. Na jeden kilometr kwadratowy przypada tu ponad tysiąc mieszkańców. W kraju mieszka blisko 150 milionów ludzi. W sąsiedniej Mjanmie od połowy 2017 roku tysiące Rohingów straciło życie. Spalono ich wioski, a ocalali ruszyli w kierunku granicy z Bangladeszem. W ciągu kilku miesięcy w strefie przygranicznej osiedliło się ponad 750 tysięcy uchodźców.

Garść informacji:
  • ONZ od początku nazywa prześladowania Rohingów czystką etniczną
  • Rohingowie to dziś najbardziej prześladowana grupa etniczna
Największy obóz dla uchodźców świata liczy już prawie

1 000 000

ludzi
Karmimy

Wysłannik Dobrej Fabryki wrócił właśnie z miasta Cox Bazar w Bangladeszu, gdzie odwiedził obóz, w którym żyje kilkaset tysięcy uchodźców należących do najbardziej prześladowanej grupy etnicznej na świecie – Rohingów. Tego, czego doświadczali w swoim domu, Mjanmie (kiedyś – Birma), nie da się oddać słowami: gwałty, masowe mordy (również dzieci), eksterminacja całych wiosek. Prawie milion ludzi uciekło do Bangladeszu, który udostępnił im miejsce, mimo iż sam jest jednym z najbiedniejszych państw świata.

Rohingowie to dziś najbardziej prześladowana grupa etniczna.

Historie, opowieści ludzi, które przywiózł stamtąd Mateusz Gasiński, wbijają w fotel nawet nas, którzy słyszeliśmy i widzieliśmy sporo. Chory jest świat, w którym matka musi patrzeć na egzekucję swoich kilkuletnich dzieci. W którym głodujące dzieci żują karton, by oszukać głód. W którym jedyną przyszłością jest brak nadziei na zmianę czegokolwiek – człowiek, który doświadczył piekła, za jedyny posiłek ma dziś dwadzieścia deko ryżu i parę kropel oleju na dzień. Nie możemy na to patrzeć, nie możemy stać obojętnie. Nie bylibyśmy w stanie usiąść spokojnie do Wigilii ze świadomością, że owszem, wiemy, co w tym samym czasie czują ludzie, których spotkaliśmy i nie zrobiliśmy z tym nic. Zainicjowaliśmy już procedury, które pozwolą nam zbudować formalne ramy do rozwinięcia naszej pracy na rzecz tych dramatycznie doświadczonych ludzi. Póki co chcemy pomóc im w rzeczy najbardziej podstawowej – nie chcemy by byli głodni, bo to się po prostu nie godzi. Wraz z „Tygodnikiem Powszechnym”, do którego co tydzień piszę felietony, a którego reporter, Marek Rabij, był w Cox Bazar wiele razy (tym razem też) i będzie zamieszczał historie uchodźców na łamach, chcemy już teraz zacząć dożywiać tych ludzi. Oczywiście, na miejscu są UNHCR, Unicef, Czerwony Krzyż i Półksiężyc, ale oni – co zrozumiałe – działają głównie od góry, próbując zapewnić temu półmilionowemu prowizorycznemu miastu choćby śladową infrastrukturę. My chcemy działać od dołu. Wybraliśmy na razie sześć rodzin i samotnych starszych osób pozbawionych jakiejkolwiek opieki.

Za 10 złotych jesteśmy w stanie zapewnić rodzinie przyzwoite, zróżnicowane jedzenie na cały dzień. Możecie im pomóc już teraz. Znaczną część z nas więcej będą nas kosztować opakowania na nasze prezenty, odpalone w Sylwestra fajerwerki. Podzielmy się w te Święta z kimś miejscem przy stole, nadzieją. Dziękuję Wam przy tym raz jeszcze, bo bez Was nie bylibyśmy w stanie zrobić nic. Te Święta będą dobre, bo dzięki Wam jeszcze w jednym miejscu na świecie, które zepsuli jedni ludzie, inni ludzie sprawią, że odrodzi się uśmiech, nadzieja, że ktoś po raz pierwszy od lat będzie mógł spokojnie zasnąć, wiedząc, że jutro będzie miał czym nakarmić swoje dzieci.