Mieszkańcy obozu potrzebują pomocy

Karmimy uchodźców na Lesvos!

Mieszkańcy obozu Moria 2.0. na co dzień borykają się z ogromnymi problemami, ale nie sposób ich rozwiązać, jeśli najpierw nie zaspokoją głodu. Każdy wykupiony przez Was posiłek zwiększy nasze możliwości. Nasze marzeniem to móc dostarczać posiłki codziennie do wszystkich.

czytaj więcej

Mamy już:
38 022
Potrzebujemy:
38 000
Blog

Zobacz jak odmieniło się życie Adriana i jego rodzinny dzięki Waszym regularnie przybijanym "5".

Rwanda

Rwanda to jeden z najmniejszych krajów na kontynencie afrykańskim, a przy tym najgęściej zaludniony. Na 1 kmprzypada ok. 463 mieszkańców! Ze względu na ukształtowanie terenu Rwanda nazywana jest krajem tysiąca wzgórz, a ze względu na swoją historię również krajem tysiąca problemów.

Garść informacji:
  • ok. 12 mln mieszkańców
  • w 1994 r. doszło tu do ludobójstwa – w ciągu 100 dni zamordowano ok. 1 mln ludzi z plemienia Tutsi, 2 mln ludzi uciekło z kraju
  • kraj rolniczy – rolnictwo przynosi 63% dochodów z eksportu (m.in. kawa, herbata, banany)
W 2020 r. objęliśmy długoterminową opieką paliatywną

35

osób

24.10.2018

To jest Adrian. Pewnie wielu z Was go pamięta, a jeśli nie, jego historię warto poznać.

Wiosną ubiegłego roku trafiła do naszego hospicjum nowa pacjentka, Claire, trzydziestosześcioletnia matka sześciorga dzieci w terminalnym stanie choroby nowotworowej. Początkowo nie chciała wiele o sobie mówić, ale jak wielu z naszych pacjentów szybko nam zaufała czując ciepło, troskę i zainteresowanie personelu. Wkrótce Ernestyna stała się jej powiernikiem. Dowiedzieliśmy się wtedy, że jest matką gromadki dzieci, że jej pociechy mieszkają z ojcem na przedmieściach Kigali i martwi się o ich przyszłość jeszcze bardziej niż o swoją. Tego samego dnia pojechaliśmy ich spotkać. Okazało się, że mieszkają w czymś przypominającym schowek na miotły, bez okien, podłogi, wody i prądu (zobaczcie zdjęcia), nie mają co jeść, śpią na ziemi, a jeśli lepiej popada to przez dziurawy dach bywa, że i w błocie. Rodziny nie stać było na dwa posiłki w ciągu dnia, wyjazd w odwiedziny do hospicjum, w którym leżała mama, oddalonego o kilka kilometrów był dla nich wydatkiem nie mieszczącym się nie tylko w budżecie, ale nawet w sferze marzeń. Zaspokoiliśmy ich pierwsze potrzeby, ale dowiedzieliśmy się również, że jedyny syn Claire, dziesięcioletni Adrian uciekł z domu z powodu głodu.

Po dwóch miesiącach poszukiwań udało nam się z ustalić, że  w położonym półtorej godziny drogi od Kigali rządowym ośrodku dla dzieci ulicy w Gitagata jest chłopak, który pasuje do rysopisu Adriana. Ruszyliśmy na poszukiwania. Na miejscu przyjął nas dyrektor, zaczął opowiadać o chłopaku, którego kilka tygodni wcześniej zatrzymała policja. Dziesięciolatek błąkał się po mieście i sypiał pod mostem. W oczekiwaniu na to, aż wychowawca przyprowadzi dziecko, urzędnik wychwalał chłopaka mówiąc, że jest bardzo grzeczny, inteligentny i jako jeden z niewielu spośród jego ponad dwustu podopiecznych nie miał konfliktu z prawem i żadnych przygód z alkoholem ani narkotykami. I choć dziecka wciąż nie widzieliśmy, było jasne, że dyrektor opowiada o synu Claire, że tu jest i zaraz się spotkamy.

Chwilę później Adrian wpadł w objęcia ojca i chętnie wrócił z nami do Kabugi, by spotkać się z resztą rodziny. Po drodze opowiadał o ulicy. O tym jak na samym początku swojej tułaczki prosił przechodniów o coś do zjedzenia. W końcu zwrócił się do kobiety dźwigającej ciężkie pakunki z propozycją, że chętnie jej pomoże byleby dała mu cokolwiek do zjedzenia. Maria, bo tak miała na imię, okazała się właścicielką restauracji. Chłopak ujął ją swoją szczerością i dobrocią. Nakarmiła naszą zgubę i powiedziała, że zawsze może przyjść i dostanie u niej posiłek. Podczas, gdy jego koledzy z ulicy w tym samym czasie kradli i sprzedawali łupy, by zarobić na cokolwiek do zjedzenia, chłopak korzystał z przyjaźni z Marią. Uniknął złego towarzystwa i bardzo złych sposobów na przetrwanie na ulicy. Nie uniknął jednak policji. Pewnego razu czekając przed drzwiami restauracji Marii na kolejny posiłek, zwrócił uwagę funkcjonariuszy, którzy zatrzymali go i zgodnie z procedurą wywieźli do odpowiedniego ośrodka nie zadając sobie trudu, by odnaleźć jego dom i rodzinę.

Historia skończyła się szczęśliwie, bo w objęciach mamy. Claire się doczekała. Jasne było, że zaginiony syn jest jej największym zmartwieniem i spokój osiągnie dopiero wtedy, gdy przekona się, że z Adrianem wszystko w porządku. Kilka dni po odnalezieniu chłopaka stan Claire nagle się pogorszył. Claire umarła 20 sierpnia 2017 roku w wieku 36 lat.

W naszym hospicjum otrzymała nie tylko troskliwą opiekę, wiedziała, że szukamy jej syna i pomagamy całej rodzinie wydostać się ze skrajnej biedy. Obiecaliśmy jej, że zaopiekujemy się całą gromadką i pomożemy rodzinie stanąć na nogi. Wspieramy ich do dziś. Dzieciaki są bezpieczne, chodzą do jednej z najlepszych szkół w Rwandzie. Wynajęliśmy im dom. Mają swój kąt, bezpieczne i godne warunki do życia. Zamieszkała z nimi również Oliwa, córka Speciozy, innej dobrze Wam znanej pacjentki hospicjum.

Dziś Adrian nie myśli już o uciekaniu. Dobrze odżywione dzieciaki w bardzo przyzwoitych warunkach odzyskały dzieciństwo, a nauczyciele co chwile donoszą nam o kolejnych sukcesach. Adrian jest prymusem i zdaje wszystkie egzaminy z wzorowymi ocenami. Kilka dni temu spotkali się z nim również Agnieszka i Dawid, piątkowicze, którzy w tym roku sami mogli przekonać się jaką moc mają przybijane przez nich i przez Was piątki. To jest Wasza robota. Takie historie mogą się dziać dzięki Wam i wsparciu, jakie przekazujecie w ramach projektu „Przybij nam 5”.