Karmimy uchodźców na greckiej wyspie Lesbos

Podaruj posiłek

Razem z Nikosem i Kateriną tworzymy bezpieczne miejsce na wyspie Lesbos dla tych, którzy uciekają przed wojnami i klęskami humanitarnymi. Chcemy by w końcu poczuli się jak w domu. Osieroconym dzieciom i młodzieży będziemy dostarczali do obozu ciepłe posiłki.

czytaj więcej

Mamy już:
17 153 zł
Potrzebujemy:
60 000 zł

Zazieleniamy pustynię

Burkina Faso

 

Według ONZ to jeden z najsłabiej rozwiniętych krajów na świecie. Charakteryzuje się jednym z najniższych wskaźników rozwoju społecznego HDI (Human Development Index). Wynosi on 0.4, co sprawia, że Burkina Faso zajmuje 185. miejsce na liście 188 krajów.

Garść informacji:
  • 43,7% społeczeństwa żyje za mniej niż 1,90 dolara dziennie
  • współczynnik alfabetyzacji młodzieży wynosi 52,5% i pozostaje jednym z najniższych na świecie
  • jedynie 37,7% osób powyżej 15. roku życia potrafi czytać i pisać
  • rolnictwem trudni się 80% ludności czynnej zawodowo
Nasza pomoc objęła

30 rodzin

z wioski Gourcy
Przygotowujemy do zawodu krawcowej

20

kobiet

11.09.2019

Chcielibyśmy Wam podpowiedzieć jak w najlepszy sposób wydać dziś swoje 7 złotych!  Tyle wystarczy by zamienić 1 metr kwadratowy pustyni w ogród warzywny w Burkina Faso!

Od dwóch lat oprócz wspierania rolników w małej wiosce Gourcy poprzez powierzenie im konkretnej puli dobra, narzędzi, ziarna pod zasiew, które pomnażają i przekazują później kolejnym rodzinom, robimy tu jeszcze coś. Wydarliśmy pustyni prawie 2,5 hektara, które teraz zamieniamy w zielony ogród warzywny. Musimy jednak oszczędzać wodę, której coraz częściej brakuje i mamy na to pomysł warty 7 złotych od metra!

Od dwóch lat nawadniamy ziemię, sadzimy drzewa, eksperymentujemy z nowymi uprawami warzyw przywracając z bezrobocia ludzi, którym zmiany klimatyczne i pustynnienie okolicznych ziem odebrały możliwość pracy na roli. Kilkadziesiąt lat temu okolica usłana była plantacjami bawełny, dziś deszcze padają tu zaledwie kilka tygodni w ciągu roku. Udało nam się już dużo. Ogród daje pracę kilkudziesięciu rodzinom. Uprawy miały w pierwszej kolejności zaspokoić potrzeby podopiecznych projektu, ale spokojnie wystarcza, by zasilić lokalny rynek i wzbogacić dietę wszystkich mieszkańców. Nasze pomidory, zielona fasolka, cebula, rzodkiewki, cukinia i bakłażany cieszą się wielką popularnością. Trafiały w tym roku już nawet na stoły w stolicy oddalonej o prawie 150 kilometrów. Nie musimy szukać rynków zbytu, raczej zadbać o to, żeby wzrosła podaż, bo po nasze uprawy chętni ustawiają się w kolejce. Wiele warzyw, np. rzodkiewki, mieszkańcy Gourcy jedli w tym roku po raz pierwszy w życiu. Nasz ogród stał się centrum spotkań, zieloną oazą, miejscem, które daje nadzieję, że nawet skamieniała od długotrwałych susz ziemia może się znów zazielenić.

Pora deszczowa w tym roku wyjątkowo późno się zaczęła i znów wody spadło mniej. Dbające o ogród rodziny martwią się, że poziom wody w studniach wciąż będzie malał, aż w końcu zobaczymy w nich suche dno. Chcemy coś z tym zrobić. Pod koniec ubiegłego roku podczas wizyty w Mauretanii, kraju, którego większa powierzchnia to piaski Sahary, poznaliśmy rolników, którzy w doskonały sposób dostosowali sposób nawadniania pól do tamtejszego klimatu. Minimalizują straty wynikające z ręcznego pobierania wody ze studni i mniej efektywnego podlewania konewkami przez system pomp, które tłoczą wodę bezpośrednio pod rośliny, utrzymując pożądaną wilgotność terenu i dzieląc zasoby równo na całą jego powierzchnię. Całość jest w stu procentach ekologiczna. Energię pozyskuje się ze słońca (którego tu nie brakuje) i dzięki niej minimalizuje się straty wody, która w niedalekiej przyszłości może tu osiągnąć wartość złota.

Taka inwestycja oczywiście ma swoją cenę. Pokrycie 1,2 hektara takim systemem nawadniania to koszt 82 tysięcy złotych. Potrzebujemy zatem 7 złotych, by zainstalować go na 1 metrze kwadratowym naszego ogrodu. I o te siedem złotych chcemy Was dziś prosić. To sprawdzony w tym klimacie sposób nawadniania i będzie służył w Gourcy długie lata, co oznacza, że Wasze 7 złotych wydane raz, zazieleni kawałek pustyni na dobre.

To jest niezwykły projekt, bo spotykają się w nim wszystkie cztery filary, na których oparliśmy Dobrą Fabrykę:

Dajemy pracę — i to już kilkudziesięciu rodzinom zaangażowanym w utrzymanie 2,5 hektarowego ogrodu.

Uczymy — eksperymentowanie z nowymi uprawami to nieoceniona szkoła dla ludzi, którzy uczą się je dostosowywać do zmieniających się warunków klimatycznych. W tym celu korzystamy również z rad wykwalifikowanych rolników, którzy uczą naszych podopiecznych tajników ogrodnictwa.

Karmimy — wprowadzając na lokalny rynek nowe odmiany warzyw, urozmaicamy dietę, sprawiamy, że warzywa nie są już trudno dostępnym i drogim rarytasem.

Leczymy — bo tym właśnie jest wzbogacanie diety mieszkańców, którzy z powodu niedoboru odpowiednio zbilansowanych posiłków słabną, wpadają w anemię, niedożywienie i inne kłopoty ze zdrowiem.