Bliski Wschód w ogniu. W nocy Teheranem wstrząsnęły pierwsze eksplozje. USA rozpoczęły operację pod kryptonimem „Epicka Furia”. Pociski spadły m.in. na dzielnicę rządową. Na zdjęciach satelitarnych widać rozległe zniszczenia w rejonie kompleksu należącego do Najwyższego Przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego. Świadkowie relacjonują, że na ulicach Teheranu panuje chaos. Mieszkańcy szukają schronienia, próbują odnaleźć swoich bliskich, uciekają z miasta.
Pisząc wczorajszy Raport Humanitarny, który wysyłamy Wam w każdy piątek, trudno było pozbyć się złudzeń, że dyplomatyczne zabiegi mają jeszcze jakiekolwiek znaczenie.
Ewakuacja amerykańskiej ambasady w Bejrucie, fakt, że Arabia Saudyjska przygotowuje się do rekordowego wydobycia ropy naftowej w związku z możliwym ograniczeniem dostaw z Iranu oraz zmierzający w kierunku Bliskiego Wschodu wielki amerykański arsenał mówiły więcej niż kolejne godziny negocjacji w Genewie.
Amerykański prezydent, nie przywiązując dużej wagi do rezultatu rozmów pokojowych, już dwa dni wcześniej przekonywał swoich rodaków podczas orędzia, że Iran „wkrótce” będzie miał broń zdolną dosięgnąć ich kraju. Amerykańska agencja wywiadowcza nie potwierdziła, by było to prawdą, ale już od dawna wiemy, że nie na prawdzie, lecz na strachu najlepiej buduje się poparcie dla interwencji militarnych.
Bomby spadają już nie tylko w Iranie. Wybuchy odnotowano w Izraelu, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Bahrajnie, Katarze i Jemenie. Władze tych państw poinformowały o zagrożeniu dla amerykańskich baz na swoim terytorium.
Ostatnie napięcia na linii Waszyngton–Teheran eskalowały na początku stycznia, gdy Donald Trump publicznie zapowiedział wsparcie dla antyrządowych demonstrantów w Iranie. Władze w Teheranie odpowiedziały na nie brutalną pacyfikacją protestów. Organizacje praw człowieka mówią o tysiącach ofiar śmiertelnych i masowych zatrzymaniach. Dlatego prezydent Trump szuka dziś poparcia dla decyzji o ataku nie tylko wśród przywódców państw, ale i mieszkańców Iranu. W przemówieniu adresowanym do nich zasugerował, że finałem operacji może być obalenie władz w Teheranie przez samych obywateli.
Jesteśmy w kontakcie z naszymi przyjaciółmi w Libanie. Wszyscy zdają sobie sprawę, że konflikt może przerodzić się w długotrwałą wojnę i rozlać się na cały region.
Dla Libanu szczególne znaczenie będzie miała rola Hezbollahu, najsilniejszego ugrupowania zbrojnego i politycznego w kraju, pozostającego w sojuszu z Teheranem. Libańskie władze apelują o powściągliwość i unikanie działań, które mogłyby sprowokować odpowiedź militarną wymierzoną w infrastrukturę cywilną, w tym w lotnisko w Bejrucie. Hezbollah na wojnę się jeszcze nie wybiera, jednak ugrupowanie zastrzega istnienie „czerwonych linii”, których przekroczenie mogłoby zmienić jego stanowisko.
Będziemy Was informować o rozwoju wydarzeń oraz o sytuacji naszych przyjaciół i podopiecznych w Libanie. Dołączcie do naszego newslettera.