Wracamy z interwencji w terenie. Ciepła Paka musiała dziś dotrzeć tam, gdzie ciepła nagle zabrakło. Poranne alerty o zamieciach i mrozie zaplanowały nam w Dobrej Fabryce popołudnie. A teraz wspomnienia dzisiejszych spotkań z naszymi podopiecznymi ciągną za rękaw, żeby usiąść i Wam o nich opowiedzieć.
– Gdybym miał mieszkanie, to poszedłbym od razu do pracy. Mechaników do warsztatów samochodowych biorą teraz z pocałowaniem w rękę – mówi Andrzej. Głos mu się trzęsie, cały aż drży. Z zimna i podartych w strzępy nerwów. Drżymy i my na widok lichego daszku, pod którym na gołej ziemi leżą wysłużone materace, zasłane kołdrami i kocami. Śpią w zasadzie pod gołym niebem. Pierzyny, w których zakopują się nocą, trzymają ciepło jak durszlak wodę.
Nagle przy obozowisku pojawia się Liliana. Zgarbiona, jakby niosła niewidzialny ciężar. Ciągnie za sobą wózek ze śmietnikowymi zdobyczami. Puste puszki ciepła im nie dadzą, ale nadają sens mroźnemu popołudniu. – Najgorzej jest nie robić nic – tłumaczy kobieta. W trakcie rozmowy o pracy rozmarzyła się. Chętnie by do jakiejś poszła, zamiast grzebać w koszach w poszukiwaniu aluminium.
Kilkadziesiąt metrów dalej z zimnem walczą Klaudia i Mariusz. Mieszkają w namiocie. Namiot nie chroni przed przenikliwym zimnem, ale osłania od tego cholernego wiatru, który dziś obniżył odczuwalną temperaturę o dodatkowe 10 stopni. Nigdzie się stąd nie chcą ruszyć. Po pierwsze, mają psa, Sarę, a nikt z psem w noclegowni ich nie przyjmie. – Zostawić psa?! Po prostu nie! – protestuje Klaudia. – To wszystko, co mamy. Sara już raz nam zaginęła. Znaleźliśmy ją, ale wrażeń nam wystarczy – dodaje Mariusz. Po drugie, mocno wierzą w to, że ta beznadziejna sytuacja nie potrwa długo. Piszą i składają podania o przyznanie mieszkania socjalnego. Podbite urzędową pieczęcią dokumenty przechowują jak święte papirusy, odliczając dni do ustawowego obowiązku odpowiedzi Wyroczni.
Te miejsca w sąsiedztwie Stadionu Narodowego naprawdę istnieją. A w nich nie problemy, tylko prawdziwi ludzie. Widzialni. Tęskniący za dachem nad głową. Żadni rewolwerowcy niskich temperatur. Marzną i trzęsą się z zimna, jak każdy, kto w trakcie zawieruchy gdzieś dziś przemykał. I od tego też jesteśmy, żeby Wam o nich opowiadać i żeby w ich imieniu poprosić Was o trochę ciepła.
Dziś dostali już ciepły posiłek i nasze zapewnienie, że jeśli tylko zmienią zdanie, pomożemy im znaleźć schronienie. Potrzebujemy Was, bo kolejne dni będą trudne. Prognozy wyglądają złowieszczo. Podaruj Ciepłą Pakę!