Madagaskar, który od lat funkcjonuje na granicy politycznej niestabilności i społecznego zmęczenia, pod koniec 2025 r. stał się sceną wydarzeń, które jeszcze niedawno wydawały się mało prawdopodobne. Młodzi, których oskarżano o obojętność i życie w ekranach telefonów komórkowych, wyszli na ulice. Przez tygodnie protestowali przeciwko drożyźnie, przerwom w dostawach prądu i wody, przeciwko korupcji i państwu, które nie działa. Zapłacili za to wysoką cenę. Starcia z policją, represje, chaos. Ale osiągnęli coś, co w wielu miejscach świata wydaje się dziś niemożliwe. Doprowadzili do upadku władzy. Prezydent Andry Rajoelina opuścił kraj, a ster państwa przejęło wojsko.
To jednak nie jest historia zwycięstwa. Bunt młodych obalił człowieka, nie system. Za politycznym przesileniem nie poszła zmiana rzeczywistości. Madagaskar pozostaje jednym z najbiedniejszych krajów świata. Ponad 80 procent mieszkańców żyje poniżej granicy ubóstwa. Dostęp do elektryczności ma niewiele ponad jedna trzecia społeczeństwa. Przerwy w dostawach prądu i wody, które wyprowadziły młodych na ulice, wciąż są codziennością. Na południu kraju susze i niestabilność klimatyczna niszczą kolejne sezony upraw, pogłębiając kryzys żywnościowy.
To, co wydarzyło się na Madagaskarze, to część większego zjawiska, które widać dziś w wielu miejscach świata. Najstarsi politycy wciąż mówią językiem zimnej wojny, wpływów, siły. „Ta wizja świata się zestarzała, a różnica w postrzeganiu spraw międzynarodowych między młodym pokoleniem a tym, które sprawuje władzę, jest ogromna” – mówi francuski politolog Bertrand Badie w wywiadzie udzielonym francuskiemu Le Nouvel Obs. Między tymi dwoma światami powstała głęboka przepaść. To nie jest tylko różnica pokoleń. To zderzenie dwóch sposobów myślenia.
Pokolenie rządzących nadal wierzy w logikę siły, odstraszania, dominacji i kontroli. Pokolenie, które dorastało w epoce globalizacji, patrzy inaczej. Widzi świat przez pryzmat ludzi, nie państw. Przez cierpienie, nie strategie. Gaza, Ukraina, Iran, Sudan, w tych miejscach młodzi nie widzą interesów geopolitycznych. Widzą ofiary.
Globalizacja sprawiła, że cudzy ból przestał być odległy. „Ta empatia rodzi się przez identyfikację: tym lepiej rozumiem cierpienie drugiego, im bardziej odnoszę je do własnego” – zauważa Badie. Dlatego solidarność z Palestyńczykami, którą widać dziś na ulicach i kampusach na całym świecie, nie jest tylko politycznym gestem. Jest reakcją na rzeczywistość, która stała się wspólna.
Z tej zmiany rodzi się sprzeciw wobec świata urządzonego wyłącznie według logiki interesów. Młodzicoraz częściej nie godzą się na język, w którym wojna jest narzędziem, a śmierć kosztem. „Myślą mniej w kategoriach narodu, terytorium czy państwa, a bardziej w kategoriach człowieczeństwa” – mówi Badie.
Madagaskar pokazuje, że ta zmiana już się dzieje. Ale pokazuje też jej ograniczenia. Młodzi mogą obalić władzę. Nie zawsze są w stanie zmienić system, który tę władzę wytwarza.
Być może właśnie w tym napięciu, między starą polityką a nową wrażliwością, rozstrzyga się dziś przyszłość świata. Bo jak mówi Badie: „siła nie buduje już świata”. Jeśli zostawia po sobie tylko spalone miasta i społeczeństwa bez przyszłości, nie jest zwycięstwem.