Chcę pomóc!

Togo/Rwanda - projekt dla rodzin

Kolejna Fabryka Dobra rusza pełną! Odwiedzając Lomé od samego początku spotykamy się z jego mieszkańcami, poznajemy ich historie i problemy, z którymi na codzień się mierzą. Słuchając tych ludzi zyskaliśmy przekonanie, że kolejne miejsce, w którym potrzeba dużo dobra jest właśnie tutaj.

Przyglądamy się rodzinom starając się zaproponować im najlepsze możliwe wsparcie. Dziś zaczynamy opowieść o ludziach, którzy mówiąc zupełnie wprost są pozbawieni jakichkolwiek szans. Chcemy zaprosić Was na niezwykłe spotkania z tymi, którzy przeszli w życiu tak wiele ostrych zakrętów, że ich zdrowie i przyszłość nie leży już wyłącznie w ich rękach.

 

TOGO

Opieka medyczna dla dzieci Larissy

Myśl o powstaniu Dobrej Fabryki zaczęła kiełkować trzy lata temu, mniej więcej w tym czasie, gdy na świat miał przyjść Izydor. Dziś obchodzi urodziny. Chcemy Wam o nim opowiedzieć, bo on sam nie potrafi. Izydor chodzi do przedszkola, ma kochających rodziców, którzy bardzo się o niego martwią. Chłopczyk nie mówi, rzadko się śmieje, jedyny dźwięk, jakim do tej pory próbował się komunikować z otoczeniem był płacz. Izydor słyszy, wszystko rozumie, ale nie mówi. Chodzi do przedszkola, bo rodzice utwierdzeni przez lekarza w przekonaniu, że tak trzeba wciąż mają nadzieję, że zacznie mówić dzięki rówieśnikom. Trudno powiedzieć czy trzylatkowi potrzebny jest logopeda czy psycholog, bo do tej pory rodziców nie stać było, by prócz spotkania z lekarzem pierwszego kontaktu wysłać syna na szczegółowe badania. 

Mama Izydora, Larissa ma 29 lat. Chciała być dziennikarką, skończyła nawet studium, ale marzenia poszły w kąt po tym jak przez kolejne miesiące nie mogła znaleźć pracy. Dziś chce rozkręcić najprostszy biznes, ale do tego prócz chęci potrzebne są pieniądze, których w rodzinie brak. Joseph, jej mąż jest krawcem. Ma nawet swój mały warsztat i bardzo zabiega o klientów, ale często jego dniówką są dwie garści ryżu, które przynosi do domu i starannie dzieli na wszystkich domowników.

Rodzina mieszka w wynajmowanej chatce na obrzeżach stolicy. Miesięczny czynsz to niecałe 100 złotych. I choć to naprawdę niewiele Larissa i Joseph wciąż szukają oszczędności. Często, gdy mężczyzna ma kłopoty w pracy, na kilka miesięcy rezygnują z luksusu, jakim jest prąd. 

Dwa miesiące temu rodzina Larissy i Josepha powiększyła się. Na świat przyszedł David, który prócz wielkiej radości opiekuńczych rodziców jest też powodem kolejnych zmartwień. Częste i uporczywe kolki sprawiają, że mały bardzo się męczy, nie chce jeść, a to powoduje, że wciąż słabnie. Larissa była już u lekarza. David dostał syrop, ale tak jak nie było żadnej diagnozy tak i nie ma żadnej poprawy. 

Stawiamy w Lomé kolejną Fabrykę Dobra i chcemy Was prosić o to, byście rodzinie Larissy pomogli spełnić kilka bardzo konkretnych marzeń i zdjąć z głowy kilka bardzo trudnych problemów. Chcemy przebadać Izydora. Być może jeszcze w tym tygodniu będzie mógł spotkać się ze specjalistami, którzy będą wstanie rozwiązać zagadkę blokady mowy. Małego Dawida i jego mamę chcemy wysłać do pediatry z prawdziwego zdarzenia a nie medyka, który na każdą dolegliwość serwuje inny syrop. Być może wystarczy by Latissa zmieniła dietę i wzbogaciła pokarm, który dostarcza maleństwu. Być może kłopoty z mową Izydora uda się rozwiązać w niedługim czasie po kilku wizytach u fachowców. Chcemy przede wszystkim dać tej rodzinie szanse, założyć na jej najbardziej bolące miejsca bajpas, dzięki któremu zamiast bezradnie rozkładać ręce nad kłopotami dzieci zajmą się pracą i utrzymaniem domu. My w tym czasie pomożemy ich pociechom a oni z pewnością odwdzięczą się nam dając im najlepsze wychowanie, dzięki któremu dobrych ludzi będzie na świecie znów więcej. 

 

 

 

Pakiet zdrowotny dla Joyce

Joyce ma 11 lat. Jest pilną uczennicą 6 klasy szkoły podstawowej i dzielną pacjentką z bardzo rzadką i dokuczliwą chorobą. Mama dziewczynki, Thérèse jest przedszkolanką. Nie ma męża. Mają tylko siebie. Gdy Joyce miała kilka miesięcy jej organizm po raz pierwszy dał znać, że coś jest nie tak. Małej spuchły stawy i zaatakował ją ostry ból. W szpitalu okazało się, że dziewczynka ma rzadko spotykaną i nieuleczalną chorobę. Dziś dołączamy małą do naszego nowego projektu dla rodzin w Togo.

Niedokrwistość sierpowata lub inaczej anemia sierpowata to dziadostwo polegające na wrodzonej wadzie w budowie hemoglobiny.  Nie wszyscy mieli okazję na własne oczy zobaczyć erytrocyty, więc najprościej rzecz ujmując wyglądać powinny jak okrągłe cząstki, które suną przez układ krwionośny bez żadnych przeszkód. Tymczasem choroba sprawia, że erytrocyty mają kształt ostry, sierpowaty, niechętnie poruszają w krwiobiegu, często się rozpadają. Zaburzona budowa krwinek sprawia, że dziewczynka dostaje ataku bólu w kościach i stawach. Powodem może być za niska temperatura lub dokuczliwe upały. Organizm może się zbuntować, gdy jest za sucho lub gdy nie przestaje padać deszcz, gdy mała się zestresuje lub zmęczy, słowem, bomba wybucha zazwyczaj w najmniej spodziewanym momencie i trudno ją powstrzymać.

Jedynym sposobem by z anemią sierpowatą żyć jest leczenie objawowe. Antybiotyki i leki przeciwbólowe Joyce zawsze powinna mieć pod ręką. Transfuzja krwi przyniosłaby znacznie większą ulgę jednak w Togo nie ma na nią szans. Marzeniem byłby przeszczep szpiku kostnego. 

Bardzo chcemy, by zdolna Joyce, która szkołę uwielbia ponad wszystko, nie musiała przerywać nauki. Chcemy, by jej mama zawsze miała pod ręką zastrzyki i leki przeciwbólowe. Każdy atak córki, czyli leki i wizyta w szpitalu, kosztuje Térèse około 20 000 franków czyli trochę ponad 100 zł. Takich ataków w ciągu miesiąca zdarza się nawet dwa, czasem i trzy. Przy pensji samotnej matki wynoszącej 45 000 franków, choroba druzgocze domowy budżet podobnie jak organizm jedenastolatki. 

Co możemy zrobić? 

Przejrzeliśmy dokumentację medyczną Joyce. Widać w niej braki w szczepieniach, które dziewczynka koniecznie powinna uzupełnić. W domu jest prąd i lodówka, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by niezbędny zapas leków mieć w każdej chwili pod ręką. Chcemy te leki kupić, czuwać by zawsze były w pogotowiu. Możemy wysłać dziewczynkę do najlepszych specjalistów w Togo, pokrywać wszystkie koszty związane z jej leczeniem i nie dopuścić do sytuacji, w której matka będzie musiała dokonywać najtrudniejszych wyborów, leczyć córkę czy dać jej jeść, pozwolić się uczyć czy uśmierzyć ból.

 

 

 

Leczenie Marie Claire

Marie Claire Bedepatcha. Pięciolatka, która jak każda pięciolatka na świecie kocha lalki. Jej mała towarzyszka Petite Marie zawsze jest w pobliżu, z troska nosi ją na rękach, czesze i przebiera. Dziewczynka mieszka ze swoją mamą Delphine. Kobieta z zawodu jest krawcową, ale zamówień ma jak na lekarstwo. By nie siedzieć z założonymi rękami wkłada na głowę olbrzymią tacę z używaną odzieżą i spaceruje po ulicach Lomé w nadziei, że w ten sposób zasili domowy budżet. Czy udaje im się wiązać koniec z końcem? Dzięki poświęceniu Delphine jakoś sobie radzą, choć o tym jak mówią liczby. Dobry miesiąc to taki, w którym uda się kobiecie zarobić 15 000 franków, czyli niecałe 100 zł. Za to trzeba opłacić mieszkania i ugotować. Na nic więcej nie starcza choć potrzeb jest dużo. 

U małej Marie Claire krótko po urodzeniu ujawniła się astma, niedługo po tym również deformacja nóg. Lekarz zalecił, by porusza się w protezie a na to co dalej trzeba czekać aż skończy 10 lat. Chcemy to sprawdzić jeszcze gdzie indziej, żeby nie okazało się, że czas działa jednak na niekorzyść małej. W sąsiedniej Burkinie podobne problemy rozwiązuje się od razu. Do tej pory kłopotem w leczeniu Marie Claire była relacja Delphine z ojcem małej. Nie mieszkają razem. Wciąż się kłócili, gdy trzeba było poruszyć temat córki. Mężczyzna niechętnie godził się na kolejne wizyty u lekarzy w obawie, że będzie musiał na nie sięgnąć do kieszeni, podczas gdy układa sobie już życie z inną kobietą. Wciąż rzucał kłody pod nogi lecząc od czasu do czasu swoje wyrzuty sumienia skromnymi podarunkami. Przejął dokumentację medyczną Marie Claire i zapowiedział, że weźmie sprawy w swoje ręce jak przyjdzie na to czas. 

Spotkaliśmy się z Delphine. Znaleźliśmy specjalistów, którzy mogliby się wypowiedzieć w kwestii kalectwa Marie Clair. Przekonywaliśmy mamę, że w pierwszej kolejności powinna porozumieć się z ojcem małej. Choć wszystko może ich dzielić, córka nie powinna. Po kilku dniach doszło do spotkania. Oboje zdeklarowali, że będę współpracować dla dobra małej. Ojciec dziewczynki przyniósł Delphine całą dokumentację, zgodził się na to, by dziewczynce pomóc i obiecał, że nie będzie więcej niczego utrudniał. Oboje bardzo proszą nas o pomoc dlatego włączamy małą Marie Claire do nowego projektu dla togijskich rodzin.

Przede wszystkim musimy zacząć od postawienia dobrej diagnozy. Na jednej konsultacji się pewnie nie skończy stąd w dobroczynne24.pl rusza zbiórka na pomoc dla dziewczynki. Bardzo Was zachęcamy!!!

 

 

 

Dzień życia dla Kodjo


Czternastoletni Kodjo potrzebuje pomocy. Jego rodzice przeżywają to, czego żadni rodzice nigdy czuć nie powinni. Wiedząc jak skomplikowana, długa i przede wszystkim kosztowna jest droga ich syna do zdrowia, mają świadomość swojej bezradności.

W rodzinie państwa Sossou przez długi czas wszystko było w najlepszym porządku. Robert, ojciec chłopaka pracował, mama, Cécile zajmowała się drobnymi pracami, opieką nad domem i wychowaniem pięciorga dzieci. W listopadzie 2007 roku Kodjo niespodziewanie trafił do szpitala. Z dokumentacji medycznej wynika, że miał poważną biegunkę i zaczęły puchnąć mu kończyny. Na wypisie bardzo skrótowo opisano problem z prawidłowym funkcjonowaniem nerek. Kodju dostał leki. Wszystko miało wrócić do porządku, jednak dolegliwości powracały, a pacjent musiał pozostać na leczeniu przez kolejnych siedem lat. W międzyczasie podrósł, poszedł do szkoły, przekonał się jak wciągająca jest matematyka i jak sprawnie mu idzie gra w piłkę nożną. Chwilę po tym jak chłopak zakwalifikował się do reprezentacji szkoły w zawodach futbolowych znów odezwały się nerki. Tym razem straciły wydajność, doszło do infekcji, chłopak popadł w anemię i zaczął gasnąć. Ratunkiem okazały się dializy, na które do dziś powinien się stawiać trzy razy w tygodniu. Powinien, bo szpital, na który rodziców stać może przyjąć Kodju tylko dwa razy w tygodniu. Przez brak dostatecznej liczby dializ chłopak wciąż ma kłopoty ze zdrowiem. Bieganie za piłką stało się wspomnieniem.

Podczas, gdy rozmawiamy z przejętym ojcem chłopaka, który trzy strony dokumentacji medycznej, wszystko co ma, kartkuje tam i z powrotem jakby miał ich dziesiątki, Kodjo stoi na końcu ogródka i pisząc kredą po tablicy rozwiązuje matematyczne łamigłówki. Nie lubi słuchać o swojej chorobie. Nie lubi o niej myśleć. Na jednej z trzech kartek ze szpitalnymi zapiskami lekarz po wywiadzie z pacjentem zanotował: „Chłopak o nic nie prosi. Chce tylko żyć.”

Już w trakcie wizyty u Państwa Sossou jasne było, że Kodjo powinien trafić pod skrzydła Dobrej Fabryki. Z ostatnich zaleceń togijskich lekarzy wynika, że Robert i Cecile powinni szukać w swoich rodzinach dawcy i postarać się o przeszczep dla chłopaka w Maroko, Tanzanii lub RPA. W Togo jak w większości afrykańskich krajów nikt takich operacji nie robi. Nam zależy w pierwszej kolejności przede wszystkim na tym, by chłopaka czym prędzej przebadali kolejni lekarze. Dokumentację, którą dysponuje rodzina przetłumaczyliśmy na polski i skonsultowaliśmy w Warszawie. Okazuje się być niekompletna. Kodjo wymaga kolejnych badań diagnostycznych i nowych opinii lekarskich, by móc cokolwiek powiedzieć o stanie jego zdrowia i możliwościach leczenia.

Bardzo byśmy chcieli pomóc Kodjo. Po pierwsze skoro powinien mieć w tygodniu trzy dializy nie może mieć tylko dwóch. Znaleźliśmy prywatną klinikę, w której będzie to możliwe. Trzecia dializa i leki kosztowałyby 700 zł tygodniowo. Państwo Sossou płacą za dwie dializy, mimo że są ubodzy, od lat robią dla chłopaka wszystko stawiając jego potrzebny ponad wszystkie inne. W pomocy, którą dają synowi nie chcemy ich wyręczyć, ale wspomóc w tym, czego dać mu już nie są w stanie. Trzecia dializa, leki, zgromadzenie odpowiednich wyników badań i dalsze konsultacje to jest to, czego chłopak potrzebuje od nas. Gdy nasz matematyk nabierze nieco sił i zgromadzimy szczegółową dokumentację jego przypadku będzie jasne czy przeszczep faktyczne jest ostatnią możliwością i jak dalej będziemy chłopakowi pomagać.
 

 

 

RWANDA

Pomoc dla rodziny Claire

Oto historia Claire i jej rodziny. Trzydziestopięcioletnia matka sześciorga dzieci krótko po tym jak urodziła najmłodszą córkę dowidziała się, że jej życie lada moment legnie w gruzach. I legło. Szybciej niż się spodziewała. Marzenia o tym, że w końcu się z mężem odbiją od dna i zawalczą o przyszłość dzieci spopieliły się w tej samej chwili, w której smutną wieść przekazał kobiecie lekarz ze szpitala w Kibagabaga. Wstrętny, zimny i bezlitosny rak piersi. Zaawansowane stadium. Komórki rakowe już dawno wzięły do niewoli sąsiednie organy. Nic nie da się zrobić.

Kilka tygodni po tym jak bezradność lekarzy ostatecznie została potwierdzona wypisem ze szpitala, Claire trafiła do naszego hospicjum. Już wtedy nie mogła chodzić. Pojawił się paraliż poniżej odcinka lędźwiowego kręgosłupa. 

Claire czuje się u nas dobrze i bezpiecznie, jakby ukryła się na chwilę przed bezwzględnym złodziejem, który chce ją dopaść i ograbić z największego skarbu. Potworny ból szczęśliwie udaje się uśmierzyć morfiną. Jest jeszcze jednak dokuczliwy bunt spowodowany bezradnością, którego nie złagodzą żadne leki, bo wynika przede wszystkim z troski o dzieci. 

Przed chorobą młoda Rwandyjka mieszkała z mężem i sześciorgiem dzieci w czymś, co zwykle służy do przechowywania mioteł i innych niepotrzebnych na co dzień gratów. Mały schowek rozmiarów 1,5 metra na 3, przyklejony jest do domu mieszkalnego. Dom należy do człowieka, który za 10 000 franków miesięcznie, czyli 45 złotych, pozwolił ośmioosobowej rodzinie zająć jego przydomową rupieciarnię. Rzecz jasna nie ma w niej wody, kuchni ani sypialni. Osiem osób spało obok siebie szczelnie wypełniając byle jaką glinianą podłogę. 

Lokum jednak wcale nie było największym zmartwieniem rodziny. Od dwóch miesięcy nikt nie wie, gdzie jest jedyny syn Claire, dziesięcioletni Nshimiyimana Adrien. Głód kazał mu wyjść na ulicę w poszukiwaniu jedzenia. Nie wrócił do tej pory.

Mąż wraz z pięciorgiem dzieci, które wciąż pozostają pod jego opieką odwiedził żonę raz. Obiecał, że przyjedzie znów, ale za miesiąc. Nie może częściej, bo zarabiając miesięcznie zaledwie 20 000 franków (równo 90 złotych) i wydając połowę na to, co na wyrost można nazwać mieszkaniem, zostaje mu 45 złotych. Pokonanie motorem drogi do hospicjum, czyli pewnie koło 20 km, to koszt 18 zł. Niby niewiele, ale w skali ich rodzinnego budżetu odwiedziny żony to wydatek, który w Europie można byłoby porównać do kosztu tygodniowego wypadu all inclusive na pełną atrakcji gorącą wyspę na Morzu Śródziemnym. 

Podczas, gdy przy hospicyjnym łóżku Claire opowiadała z detalami o sytuacji swojej rodziny, nasi Aniołowie: Ernestina i siostry od razu wiedziały co trzeba robić. Wymiana porozumiewawczych spojrzeń zapowiadała to, co miało się wydarzyć dalej. Następnego dnia z samego rana ekipa naszego hospicjum i przedstawiciele Dobrej Fabryki pojechali odwiedzić rodzinę. Po drodze zatrzymali się na targu Kimironko, kupili ryż, olej i fasolę, i ruszyli dalej. 

Na miejscu zastaliśmy to, co możecie zobaczyć na zdjęciach. Poznaliśmy ojca i pięcioro z sześciorga dzieci. Najmłodsze, roczna dziewczynka Uwimana Dorcas nie dość, że nie ma przy sobie na co dzień mamy, nie ma też odpowiedniego jedzenia. Organizm zdążył już wysłać znaki ostrzegawcze w postaci opuchlizny towarzyszącej zwykle chorobie głodowej. 

Bez wahania dołączamy rodzinę Claire do naszego nowego projektu dla rodzin.

Prócz zakupów spożywczych ojciec dostał od nas instrukcję, jak powinny wyglądać najbliższe tygodnie. W związku z tym, że rodzina od razu dostała od WAS zapas jedzenia na najbliższy czas i jeden problem ma z głowy, na pierwszym miejscu na liście priorytetów znalazły się teraz poszukiwania dziesięcioletniego Adriena. Przeszukamy ulice Kigali, co mamy nadzieję, będzie choć odrobinę łatwiejsze od szukania igły w stogu siana. Chcemy znaleźć chłopaka i przekonać go, że jego miejsce jest w domu, w którym nie ma już głodu i że mama potrzebuje go teraz równie bardzo jak on jej. 

Następną rzeczą będzie zadbanie o najmłodszą Dorcas. Ojciec prócz zapasów jedzenia dostał od nas pieniądze na mleko i transport do Kabugi dla całej rodziny. Mają przyjechać jutro. Jutro będzie też w hospicjum doktor Vianney, który pomoże nam w skonstruowaniu planu pomocy medycznej dla dzieciaków. 

Jeszcze jedna, dość ważna wiadomość jest taka, że mąż Claire, który teraz z naszą pomocą musi mocno wziąć się w garść, na szczęście nie należy do tych, którzy wierzą w reinkarnację lub siedem żyć i w związku z tym mogą odpuścić sobie jedno obiecując sobie, że w kolejnym wezmą się do roboty. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna, który sam też musi bardzo dbać o swoje zdrowie będzie liderem zakrojonych na większą skalę poszukiwań syna i troskliwym ojcem dla wszystkich pozostałych dzieci. Świadczy o tym przede wszystkim jego chęć do pracy i utrzymania rodziny. Prócz nocnego stróżowania nie jest jednak w stanie znaleźć żadnej sezonowej pracy na polu w związku z suchą porą, która w Rwandzie potrwa jeszcze pewnie do września. Dlatego musimy działać.

Potrzebujemy Waszego wsparcia. Klikając w poniższy link można w łatwy sposób pomóc całej rodzinie Claire. Prócz tego ważna jest modlitwa, mnóstwo dobrych myśli, fejsbukowe lajki i udostępnienia tej historii, dzięki którym o tym co dzieje się w rodzinie naszej pacjentki dowie się więcej osób.

Za wszystko co do tej pory już się wydarzyło zaraz po tym, jak Claire opowiedziała o swojej historii nasza pacjentka podziękowała chyba pierwszym od czasu jej pojawienia się w hospicjum uśmiechem.

Aktualności

Diagnoza i leczenie pięcioletniej Marie Claire Bedepatcha

15.05.2017

U małej Marie Claire krótko po urodzeniu ujawniła się astma, niedługo po tym również deformacja nóg.

Pakiet zdrowotny dla 11-letniej Joyce

12.05.2017

Joyce jest pilną uczennicą 6 klasy szkoły podstawowej i dzielną pacjentką z bardzo rzadką i dokuczliwą chorobą – anemią sierpowatą. 

Otoczmy opieką dzieci Larissy!

11.05.2017

Stawiamy w Lomé kolejną Fabrykę Dobra i chcemy Was prosić o to, byście rodzinie Larissy pomogli spełnić kilka bardzo konkretnych marzeń i zdjąć z głowy kilka bardzo trudnych problemów.

Partnerzy

Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki. Zamknij