Doktor John z wizutą u Jeana, cierpiącego na ciężką chorobę nóg.

 

 

Dr John nie zważając na ogrom obowiązków w szpitalu, wziął ze sobą stażystę, uzbroił się w odpowiednie leki (podejrzewając, że może chodzić o powikłane obrzęki w przebiegu słoniowacizny) i wyruszył w trasę, dokąd się dało motorem - a później przez pagórki na piechotę.

Podejrzenia potwierdziły się: Jean miał na obrzękniętych nogach zakażenie na zakażeniu. Miski w obejściu nie było, nasi medycy sporządzili więc roztwór dezynfekcyjny w garnku, umyli nogi choremu, nasmarowali maścią, zalecili i obiecali podrzucić kolejne niezbędne lekarstwa.
Jean był bardzo wzruszony wizytą panów doktorów. Widać było, jak wraca mu chęć do życia. Z pięćdziesiąt razy powtórzył słowo "dziękuję"... Poczęstował ich tym, co miał - suszonym zielonym groszkiem...

Nie mógł wprost uwierzyć, że lekarze przyjechali do niego. Lekarz to tu elita - krawat, garnitur, telefon, czasem nawet samochód. Komu chciałoby się wspinać w upale po pagórkach do chorego, który nie zapłaci za wizytę i leczenie, bo jest tak biedny że nie ma literalnie nic?

Johna cenimy wszyscy, imponuje nam nieprawdopodobnie tym, że umiał ze swojej zawodowej pracy zrobić prawdziwą misję. Oczywiście otrzymuje od nas pensję, musi utrzymać żonę, dziecko, ma normalne zobowiązania. Ale w ramach tej swojej codzienności robi więcej, bardziej, głębiej niż robiłaby zdecydowana większość mu podobnych. On nie tylko leczy tych ludzi, on się o ich autentycznie troszczy. O każdej porze dnia i nocy bez szemrania operuje, konsultuje, ratuje. 

Opowiadaliśmy już Wam wiele razy o inicjowanych przez Johna akcjach edukacyjnych skierowanych do kobiet w ciąży, uświadamianiach higienicznych, teraz też po powrocie do szpitala uznał, że wraz ze swoim personelem musi regularnie chodzić po wsiach i szukać chorych, którzy nigdy nie dotrą po pomoc, są skazani na cierpienie i śmierć bez żadnej perspektywy ratunku... Pierwsza taka wyprawa rusza w najbliższą sobotę...

Jeśli chcecie wspomóc Johna w jego misji - możecie dołączyć do jego Drużyny, stać się jego kolejnym polskim Aniołem Stróżem. Tu nie tylko o wsparcie materialne chodzi (choć oczywiście bez niego John nie mógłby robić tego, co robi dla tylu chorych), ale i o samą świadomość, o to że na bieżąco przekazujemy Johnowi: słuchaj, tylu i tylu ludzi wspiera Cię, stoi za tobą murem, nie jesteś sam.... W takim miejscu jak Ntamugenga, o którym świat zapomniał (albo nie chce pamiętać), taka świadomość jest cenniejsza od pieniędzy....
Wraz z Jeanem, dziękujemy z całego serca wszystkim, którzy już wspierają Johna. Uratowaliście wspólnie kolejnego człowieka! Nowych drużynowych zapraszamy zaś tu:
http://www.dobrafabryka.pl/anioly/dr-john-2
 

 

Partnerzy

Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki. Zamknij